Polskie krafty#11 Jolly Roger z Kraftwerku

Piracki porter

Z okazji niedawnego Święta Porteru Bałtyckiego, kilka browarów wypuściło na rynek piwa w tym stylu. Również Kraftwerk zdecydował się na taki ruch. Piwo nazwali Jolly Roger, czyli jakieś odwołanie do morza jest.

Poza tym, piwo nawiązuje do nowej serii piw Kraftwerku i akcji o nazwie #TheBeerAristoCrafts. Więcej TUTAJ.

Nie wiem czy było to zamierzone, ale nazwa „Jolly Roger” znana większości, jako określenie pirackiej bandery, z widoczną czaszką i piszczelami na początku miała inne znaczenie. Do końca XVII wieku mówiono tak na osoby jowialne, beztroskie i lubiące imprezować. Zresztą początkowo pirackie bandery nazywane tym przydomkiem, też wyglądały inaczej. W 1703, angielski pirat John Quelch wieszał flagę „Old Roger”, co z kolei było przydomkiem diabła. Może, więc słynna bandera powstała z połączenia „Old Rogera” z elementami humoru?

Nie wiem, czy Browar Kraftwerk zna taką interpretacje historii, ale nazwa jak widać wydaje się adekwatna, z kilku powodów.

Jolly Roger – Baltic Porter

Ekstrakt: 21 Blg              Alkohol: 9,8%            IBU: ??             Chmiele: Herkules, Lubelski

Dodatki: lukrecja, wanilia

Jolly Roger w wersji arysto(kraft)ycznej, z wąsem i okularem.
Jolly Roger w wersji arysto(kraft)ycznej, z wąsem i okularem.

Porter Bałtycki, szczególnie polecany w okresie zimowym, a poza tym jeden z nielicznych rdzennie Polskich stylów piwa, jest kojarzony ze sporą dawką paloności.

Wskazane jest też, aby były w nim wyczuwalne nuty suszonych owoców, nieco karmelowości i kawy. Przeważnie piwa, w tym stylu są raczej wytrawne. Kraftwerk już składem i opisem na etykiecie, oferuje bogactwo smaków. Mamy tutaj dodatek wanilii i lukrecji, czyli może nie będzie, aż tak wytrawnie. Znalazła się tez sugestia, że piwo lubi leżeć, czyli polecają leżakowanie. Oby tylko produkt nie był, niepełno wartościowy. ZOBACZMY!

  1. Piana: Po przelaniu formuje się piana średniej wielkości, złożona ze średnich i drobnych pęcherzyków powietrza. Piana ma barwę beżową, do której mam chyba słabość. Niestety dosyć szybko znika, aczkolwiek warstwa kilku milimetrów pozostaje prawie do końca degustacji.
  2. Barwa: Czarne lekko prześwituje w górnych partiach kieliszka.
  3. Aromat: Na pierwszym planie kawa ze śmietaną, nie z mlekiem tylko wrażenie śmietany właśnie. Poza tym, wanilia, gorzka czekolada. Na drugim planie leciutki alkohol w stylu likier, nadzienie w pralince. Generalnie aromat zwiastuje słodkie piwo.
  4. Smak: Pierwszy akord jest słodki, ale z nutą paloną. Dalej smakuje trochę jak krem kawowy lub pralina czy coś w tym stylu. Alkoholu nie czuć, jest dobrze ukryty. Piwo ma ciało, nie jest wodniste, ale mogłoby być większe i bardziej „tłuste”. Afterstaste jest palony lekko kwaskowaty z nutką chmielu w tle (akcent ziołowy, ziemisty). Jest zdecydowanie pijalne i szybko znika, pomimo sporej słodyczy. Alkohol ukryty do końca, po ogrzaniu robi się, jeszcze słodsze, ale nie jest to ulepek.

Podsumowanie:

Jolly Roger to porter zdecydowanie dla fanów słodszych propozycji, ale nie brakuje mu też wytrawnych elementów porteru, jak choćby posmak, jaki pozostawia. Brakowało mi trochę nutek suszonych owoców i nie wyczułem ani trochę tej lukrecji, którą tam dodano. Generalnie uważam, że to niezłe piwo, pomimo słodyczy nie jest ulepkowate, a spory alkohol jest optymalnie ukryty i pojawia się raczej tylko w aromacie, na co ja akurat uczulony nie jestem.

Na pewno warte spróbowania, dzięki swojej nieco wyższej słodyczy znajdzie na pewno szeroki zakres amatorów.

Podobało się? Podziel sięShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *